to nie jest tak, że nie cierpię tego filmu. jest w nim kilka całkiem miłych rzeczy, jakoś trzyma się kupy, jeśli chodzi o ciągłość wydarzeń z czasów toy story i w ogólnym rozrachunku nie jest zły. problem w tym, że po premierze toy story 3 ludzie rozpatrują te filmy jako jedną z najlepszych trylogii, co mi nie przeszkadza, ale prawda jest taka, że jest jakościowa przepaść między pozostałymi filmami a tym. po dzisiejszym seansie spróbuję wyjaśnić, dlaczego.
6. who is this for?
pierwszą rzeczą, na którą wpadłam myśląc 'dlaczego nie lubię toy story 2' było to, ze ten film nie jest dla dzieci. i nie chodzi mi tu o takie 'nie dla dzieci' jak wall-e, ale o 'nie dla dzieci' as in 'nie dla dzieci, kurwa'. problemy w tym filmie to rzeczy dotykające dorosłych. serio - głównym problemem jest to, czy chudy zostanie z przyjaciółmi czy pojedzie do tokio i będzie podziwiany? to trochę jak wybieranie między pracą a rodziną. taa, szkoda tylko, że dziecko nie ma pojęcia o karierze. moc filmów pixara polega na tym, że choć target jest na dzieci, to dorośli wyciągają zawsze coś dla siebie z tych filmów. ten film próbuje nieudolnie być dla dorosłych, myślę jednak, że niezamierzenie. wszelkie inne problemy dotyczące dzieci są przytłoczone tym jednym wyborem chudego. wysunięty na przód jest też wątek tego grubasa łasego na pieniądze [tego od hali z zabawkami ala]. to też bardziej dotyczy nastolatków i dorosłych ludzi, niż pierwszoklasistów.
5. this movie is a mess + geeky stuff
pierwsza część jest filmem o przyjaźni i zazdrości oraz o traktowaniu swoich rzeczy z szacunkiem. trzeci film jest o pogodzeniu się z przyszłością i rozliczeniu się z przeszłością. drugi... jest o... nieprzedkładaniu sławy nad przyjaźń? nieprzedkładaniu pieniędzy nad prostą radość z zabawy? nie wiem! nie wiem, o czym jest ten film, bo chwyta się tak wielu tematów i nie kończy żadnego. z ts3 mamy np. znów traktowanie swoich rzeczy z szacunkiem, ale jest pokazane tak dosadnie i szybko, że zalega to o wiele bardziej w mózgu, niż w ts2. w dwójce mamy też odpowiedzialność za przyjaciół [poprowadzona całkiem dobrze], pokusę wiecznej adoracji i sławy kontra ulotne chwile z przyjaciółmi, konflikt kultury dzikiego zachodu z nadchodzącym zdobyciem kosmosu [wrzucony na siłę na 3 zdania], zawód przeszłymi właścicielami i to wszystko jest niby w porządku, ale... nie wiem w sumie, co z tego mam wyciągnąć, nie chodzi o to, że jest za dużo. po prostu za bardzo to wszystko w pewnym momencie wsiąka gdzieś pomiędzy w momencie, gdy już mnie ten film nie obchodzi. nie poczułam, że muszę coś w sobie zmienić po tym filmie w przeciwieństwie do pozostałych.
do tego dochodzą rzeczy, które zauważam, bo jestem bardzo wrażliwa na ten film i jestem wielką fanką poprzedniego i następnego. 1) chudy przez 80% filmu może używać tylko jednej ręki. pomysł fajny i wygląda to ciekawie, ale jak się przyjrzeć, to często animatorzy o tym zapominali i chudy chwytał się tego, co miał pod ręką. 2) to mnie wkurzyło. gdy zabawki są 'nieżywe', to wpadają w stan takiej jakby apatii. bawiąc się z dziećmi nie ruszają się, ale słyszą, czują i widzą wszystko. non-effing-stop. nie odżywiają się, nie wydalają, ale jakoś egzystują. to wszystko w porządku i tak było w pierwszej i trzeciej części. skąd więc ten pieprzony sen w dwójce na początku?!? śpiące zabawki zupełnie psują pomysł zabawek 'sparaliżowanych'. 3) inne głosy kosmitów, cienkiego i buzza.
4. they want us to suspend our disbelief. but just too much.
jedna rzecz jest jasna - to są filmy o żyjących zabawkach. w takim razie możemy sobie pozwolić na nierealne rzeczy, to oczywiste. btw. suspension of disbelief znaczy mniej więcej tyle, że musimy uwierzyć twórcom filmu w różne rzeczy, w które normalnie nie uwierzylibyśmy. jednak w ts2 jednak idą za daleko i nie chodzi mi o jakieś nierealne rzeczy, ale podstawowe błędy. po pierwsze porównajcie sobie sytuację z ts3 [zabawki zostają odrzucone, bo andy ma 17 lat i nie bawi się zabawkami z przedszkola] i z ts2 [chudy zostaje odrzucony, bo andy rozerwał mu ramię]. wiem, że jazda z nadszarpniętą zabawką na jakiś kowbojski konwent na brokeback mountain może ją popsuć jeszcze bardziej, ale fuck! matka komentuje tą akcję słowami 'wiesz, zabawki nie żyją wiecznie' i sadza chudego na jakąś ławkę hańby, na której są zakurzone rzeczy, którymi andy się nie interesuje. WHAT THE FUCK?! jest to cały zamysł tego filmu i tylko na tym jest oparta scena, w której poszukiwacz mówi chudemu, że andy tak naprawdę go już nie chce i za niedługo o nim zapomni. jest to LEKKA przesada. poza tym inne rzeczy mnie denerwują. przede wszystkim ten cały pomysł, że chudy jednak chce jechać do muzeum w tokio z tymi wkurzającymi zabawkami. co go przekonuje? jednodniowa znajomość , smutna historia jesse i kilka zdań poszukiwacza. spędził wiele, wiele lat z zabawkami z domu andy'ego, dobrze wiedząc, że zawsze mu pomogą, szczególnie że buzz w sumie 'wisi' mu przysługę po ostatniej części. nawet jeśli w to zwątpił, to przecież sam widział, że jego przyjaciele jakimś cudem przybyli na 23-te piętro budynku, by go ratować, a ten dalej się upiera! no chudy, kurwa! oczywiście to wszystko jest w tym filmie, żeby pojawiła się ta jakże wzruszająca sekwencja z 'ty druha we mnie masz' śpiewanym przez chudego [co w sumie jest fucking awesome], ale i tak jest to mocno naciągane, biorąc pod uwagę jak mocno zakręcony na andy'ego jest chudy w trzeciej części. mogłabym tak godzinami, ale nie mam czasu, bo jest późno, a jutro idę do szkoły po poprawione świadectwo.
3. new [weak] characters
jedna rzecz, która mnie przerażała przed ts3 to mnogość nowych postaci. ostatnio filmy sobie z tym nie radzą [vide iron man 2 czy alicja w krainie czarów burtona], więc obawy były jak najbardziej uzasadnione. na szczęście trójka świetnie sobie z tym poradziła. ci, którzy mieli bardziej rozbudowane role byli ciekawi i wszystkich dało się polubić [a misia tulisia nawet zrozumieć - do pewnego momentu], a reszta to miłe 'uzupełniacze'. przecież np. cienki nie jest rozbudowaną postacią, a i tak wszyscy go lubią i nie czuć, by był na silę wrzucony do tego filmu. i o ile miś tuliś z ts3 ma swoje powody, by tak czy inaczej się zachowywać i są one jasne, to poszukiwacz nie ma. jest po prostu wkurzony na kosmiczne zabawki, co nie ma sensu, bo całe życie spędził w pudełku i nigdy nie zaznał prawdziwej zabawy, więc czemu jest zazdrosny? czemu miałoby to go obchodzić? chyba nie jest zbyt zainteresowany ekonomią? u pixara takie postaci zawsze mają powód. przecież ci ludzie sprawili, że powód zgorzknienia krytyka kulinarnego to fakt, że zapomniał o swym dzieciństwie. prawda, sid był zły sam w sobie, ale takich dzieci każdy poznał zbyt wiele w swoim życiu. dobrze, jednak zostawmy poszukiwacza i zajmijmy się głównym problemem. chudy dostaje się do mieszkania kolekcjonera zabawek z kowbojskiej kolekcji z lat 50-tych, czy coś w tym guście. w 5 sekund poznajemy poszukiwacza, konia mustanga i kowbojkę jesse. ta cała schizowa sekwencja miałaby sens, gdyby te postaci były przyjemne, a prawda jest taka, że oprócz konia reszta jest nieprzyjemna. jesse jest wręcz odstręczająca, a soundtrack udaje, że wszystko jest w porządku. krzyczy, jodłuje i panikuje, a po chwili mamy poczuć się źle, bo jej ex-właścicielka ją odrzuciła na rzecz rocka i lalek barbie. ta sekwencja jest całkiem miła, ale po chwili mam ochotę walnąć się w twarz i powiedzieć 'hej! dlaczego ma mnie to obchodzić?'. przecież przez tą osobę mógł rozbić się najbardziej zgrany gang pod słońcem, bo chudy zapragnął sławy w japonii. dlaczego więc mamy jej kibicować? znowu wrócę do ts3. nie wiedziałam, jak przetrwam sekwencje z nią, ale na szczęście jakimś cudem udało się zrobić z niej całkiem rozgarniętą i miłą pomocniczkę, a jej przeszłość z emily jest wprowadzona do filmu jako inside joke. reszta bohaterów jest w porządku, tj. pingwin czarny i koń mustang. nie mają wiele do roboty, to może dlatego. ale pani bulwa mnie też w tym filmie denerwuje, taka typowa.. pyra.
2. cheap writing
coś, czego nie można odmówić reszcie filmów pixara, to jakość scenariusza. nie mówię tu jedynie o akcji, mam raczej na myśli dialogi. te w poprzedniej i następnej części sagi toy story są świetne i bawią młodych i starych. te filmy oglądam zawsze z polskim dubbingiem z powodów nostalgicznych, ale też dlatego, że trafił się nam świetny dubbing. dlatego też teksty w tych częściach działają cudownie. mają ten dotyk lat 90-tych [tak, nawet toy story 3], który buduje cały klimat. tutaj jednak, w ts2, co druga kwestia kończy się albo słabym żartem, albo po prostu się zawiesza. jedną z cech toy story są tzw. one-linersy, czyli kwestie, które są strasznie naiwne i mają teoretycznie słabą puentę, ale jakimś cudem działają. takimi one-linersami są 'na koniec świata i jeszcze dalej' czy 'uwaga, ktoś zatruł studnię'. tutaj jednak mamy np. taką sytuację: chudy ogląda gadżety ze swoim wizerunkiem i widzi buta. naciska przycisk i wyskakuje wąż. komentarz: "haha, no tak. bo ja mam węża... w swoim bucie". naprawdę, potrzebowaliśmy tego wytłumaczenia? szczególnie że ta kwestia pojawia się też w tym filmie. takich przykładów jest masa, wystarczy obejrzeć jakieś 15 minut.
1. why the fuck should i care about all of this?
ts 1 i 3 mają tę siłę przekazu, że po każdym seansie tych filmów chcę dbać o swoje zabawki. aż mi jest głupio, że mam 17 lat. działają naprawdę silnie i jest to zdecydowany plus. w trakcie seansu toy story 2 jednak w pewnym momencie nie obchodzi mnie akcja. jest to mniej więcej po porwaniu chudego [a ja KOCHAM chudego]. zerkam na ekran i w sumie nie czuję się zaangażowana. to nie dlatego że wiem, co się stanie, bo potrafię przezywać te same wydarzenia z pozostałych filmów on and on and on. to raczej z tych powodów, które podałam wyżej, które osobno nie są takie masakryczne, ale ich połączone siły powodują, że trudno mi wysiedzieć do końca seansu. jest to dla mnie największa wada filmu, która powoduje, że po prostu nie lubię wspominać toy story 2.